Jak przetrwać pandemię i odosobnienie - konkurs literacki- wyniki

Jak przetrwać pandemię i odosobnienie- wyniki konkursu

„Jak przetrwać pandemię i odosobnienie” –  to temat  Konkursu  Literackiego, w którym licealiści mieli możliwość wypowiedzenia wszystkiego, co czują, co myślą, jak przeżywają czas kwarantanny.

Organizatorzy (G. Bilik, A. Mularczyk – Budzan, B. Bandarzewska) dziękują, że odpowiedzieliście na  tę  propozycję konkursową i podzieliliście się z nami swoim światem i emocjami.

Dziękujemy, że pokazaliście rówieśnikom, a może i dorosłym, że: „Gdy zamykają się jedne drzwi do szczęścia, otwierają się inne…..” Helen Keller

Nagrodę Główną zdobywa praca Wojtka Bogacza z klasy 1ag

II miejsce  – Michał Salamon z klasy 1cP

Wyróżnienia:

Julia Bruzda (1aP), Natalia Gajewska (1aG), Kacper Rokita (2a),                       Ilona Trętowicz (1aG), Paweł  Żółciński (1aP)

Gratulujemy dojrzałości i odwagi w mówieniu o trudnych sprawach.

A oto zwycięska praca:

Refleksje o pandemiiWojciech Bogacz

Jeszcze kilka tygodni temu moje życie było przewidywalne i  zorganizowane. Pobudka, poranny trening, śniadanie, szkoła, obiad, popołudniowy trening, kolacja, nauka, spanie. W piątek liga, w sobotę wojewódzki turniej klasyfikacyjny, w niedziele Grand Prix – radość wygranej, smutek porażki.

Dzień za dniem tydzień za tygodniem, miesiąc  za miesiącem, rok za rokiem….. Tak od siedmiu lat. Lubiłem to.

I nagle, niespodziewanie , właściwie nie wiadomo, jak zaczął panować on – Koronawirus. Opanował wszystko. Atak rozpoczął się w Azji, podbił Europę, Amerykę i Australię, szykuje inwazję na Afrykę. Podporządkował sobie telewizję, prasę, platformy społecznościowe. Nastąpiła eksterminacja hotelarzy, restauratorów, artystów. Spacyfikował kosmetyczki i fryzjerów. Potem zabrał się za lotnictwo i transport. Teraz powoli dopada wszystkich. Sprawił, że ludzie patrzą na siebie podejrzliwie i wrogo jak na potencjalne źródło zakażenia. Uporządkowane i bezpieczne życie zmienił w bezład i chaos. Nic nie jest już takie samo jak poprzednio.

Zamknęli państwa, zamknęli miasta, zamknęli nas w domach. Początkowo wyglądało to niegroźnie, nie było zbyt uciążliwe. Nie ma szkoły, nie ma treningów. Można pospać do południa, niespieszne śniadanko, jakaś gierka, film na Netflix, filmik na Youtube, Facebook, TikTok, Whatsapp, Messenger – ekstra luz. Wakacje na wiosnę. Kto by nie chciał! Wprawdzie wiadomości o kolejnych zgonach i tysiącach zakażonych istniały gdzieś w przestrzeni medialnej, ale śmierć na wizji  nie boli. Jest daleka i anonimowa.

Otrzeźwienie przyszło  nieco później. Gdy Koronawirus wyszedł z przestrzeni medialnej i zaczął osaczać mnie osobiście w realnym świecie. Pierwszą ofiarą był sędzia i weteran tenisowy. Spotykaliśmy się na turniejach, na zawodach typu Open graliśmy razem kilka setów. Zawsze gdy mnie spotkał mówił, że muszę popracować na forhendem, bo gram go zbyt blisko ciała. Niestety na tym ziemskim tenisowym stole już nigdy więcej razem nie zagramy. Pierwsza kostka domina została pchnięta i dalej wszystko się posypało błyskawicznie. Najpierw mama: zamknięte granice, brak możliwości wyjazdu, brak pracy, brak pieniędzy, trafiona – zatopiona. Następnie ojciec: mniej wyjazdów, mniej spotkań, mniej zamówień, mniej sprzedaży, ograniczony czas pracy, zmniejszona pensja. Jak sam mówi: trafiony, póki co, nie zatopiony. Przyszła kolej i na  siostry studiujące za granicą. Uwięzione – najpierw brakiem transportu, a potem obowiązkową kwarantanną, którą musiałyby odbyć i my wszyscy z nimi. Już blisko pół roku nie widzieliśmy się na żywo. Tęsknię.

 Brak szkoły, brak kontaktów,  jak ktoś trafnie stwierdził  „nie ma ziomków, nie ma paczki  z nudów liczę wykałaczki”. Informacja, że taka sytuacja może potrwać kilka miesięcy rozbiła mnie kompletnie. Byłem w potrzasku, zaskoczony i przybity. Przez moment poczułem się jak Harrison Ford w „Ściganym” –  on niewinny skazany na więzienie – ja niewinny skazany na izolację i bezruch.

W pewnym momencie przypomniała mi się nie wiem gdzie zasłyszana  fraza „ kiedy jedne drzwi się zamykają, drugie się otwierają”. Doczytałem później że to słowa  Szkota, Alexandra Grahama Bella, tego co wynalazł telefon i to było jak powiew świeżego powietrza. Pomyślałem, tak może przegrałem pierwszego seta, ale mecz się jeszcze nie skończył. Tak jak wielokrotnie powtarzali trenerzy postanowiłem przejąć inicjatywę i odzyskać kontrolę nad tym, co się dzieje.

 Po pierwsze zmieniłem nastawienie, przestałem śledzić najnowsze  informacje o zakażonych i zmarłych. Po drugie, od siostry która studiuje neuroekonomię dowiedziałem się, że nasz mózg nieustannie potrzebuje stymulacji. Jest zadowolony kiedy coś się dzieje, kiedy może się nabywać nowe umiejętności i podejmować wyzwania. Poszedłem tym tropem. Zresztą nie tylko ja, rodzice także.

            Zaczęliśmy realizować zasadę DIY- zrób to sam. Mama zaczęła piec chleb i bułki. Są tak smaczne, że pytamy ją, dlaczego dopiero teraz. Usiadła po 20 latach  do maszyny do szycia i też sobie nieźle radzi. I chyba nauczyła się strzyc  (ja tutaj na razie poczekam, niech jeszcze trochę poćwiczy na ojcu). Ojciec zaangażował się w prace ogrodnicze. Matka mówi, że nie pamięta, kiedy mieliśmy tak „ogarnięty” ogród  na wiosnę.  Czasu ma tyle, że naprawia rzeczy, które były zepsute od zawsze. Powtarza, że jest trendy i wciela w życie zasady no waste. Ponieważ nie odbierają odpadów wielkogabarytowych wczoraj zaczął przerabiać stare fotele na nowe meble ogrodowe. Pomagam mu w tym i zaczyna mi to sprawiać coraz więcej radości. Wiem już co to jest waserwaga, majzel i hebel. W zeszły tygodniu po raz pierwszy w  życiu zbudowałem kompostownik, naprawiłem kosiarkę do trawy i wymieniłem zepsuty zamek w drzwiach. Odnajduję się także w kuchni. Już nie tylko tacos ale także i tiramisu nie mają przede mną żadnych tajemnic. Jestem taki zadowolony, jakbym wygrał co najmniej WTK Juniorów.

Koronawirus przemodelował moje życie i życie naszej rodziny. Do minimum ograniczył kontakty z siostrami  ale także i babcią, która z racji podeszłego wieku, jak wiadomo, jest w grupie największego ryzyka. Aby zmniejszyć dolegliwość odosobnienia kupiliśmy babci tablet. Na mnie spadł obowiązek wprowadzania jej w skomplikowany świat IT. Przez telefon to nie jest taka prosta sprawa. „Babciu połóż palec i przeciąg”- „Jak przeciąg, mam zamknięte okna”, „Poszukaj krzyżyk w prawym górnym rogu i wyjdź z tego” –„Nie mam tu żadnego krzyżyka,… na ścianie mam …. a nie jest… i co nacisnąć… tak dotknij powinno pokazać się coś innego…nic się nie pokazuje…nie zaczekaj… już się zamknęło.

Poczucie, że jestem potrzebny, że można komuś pomóc, że można komuś sprawić odrobinę radości  ma naprawdę wielką moc.

Koronawirus wywrócił życie do góry nogami dosłownie każdego. Zaatakował wszystkich i wszędzie, nikt nigdzie nie jest i nie będzie bezpieczny. Początkowo działający w pojedynkę i odosobnieniu ludzie i narody zaczęły łączyć swe wysiłki w walce z pandemią. Naukowcy z różnych krajów nieodpłatnie udostępniają  wyniki swoich badań, lekarze z całego świata pomagają w miejscach najbardziej zagrożonych, dzielimy się  sprzętem i dzielimy się doświadczeniem.

Mam wrażenie, że wirus uaktywnia w ludziach nie tylko chorobę, ale także poczucie globalnej wspólnoty. Powoli i nieśmiało gdzieś w każdym z nas zaczyna kiełkować globalna solidarność. Mocno jak nigdy dotąd uświadomiłem sobie, że tak naprawdę jestem nie tylko Polakiem, ale jestem obywatelem Ziemi, mieszkańcem tej globalnej wioski. Pożar wywołany na drugim końcu wsi szybko może spalić i moje gospodarstwo jeśli solidarnie  nie pomogę w gaszeniu. Zrozumiałem, że  muszę być odpowiedzialny nie tylko za swój skrawek nieba ale w miarę swoich sił i możliwości za całą planetę.  Zmiany klimatu wywołane efekt cieplarnianym, wycinanie lasów w Amazonii czy zanieczyszczenie oceanów czy susze mimo, że w tej chwili jeszcze nie tak dotkliwie odczuwalne jak pandemia, w przyszłości bliższej lub dalszej mogą okazać się równie  destrukcyjne i groźne.

Co będzie dalej? Jak i kiedy to się skończy? Kiedy będzie lepiej ?

Każdy z nas zadaje sobie to pytanie i nikt nie potrafi udzielić precyzyjnej odpowiedzi. Budzi się we mnie taka refleksja, że już nigdy nie będzie tak samo jak poprzednio. Wydaje się, że już bezpowrotnie straciliśmy niezachwianą do tej pory wiarę  we własną pewność, poczucie bezpieczeństwa czy słuszność działania. Czy jeszcze będzie normalnie, wydaje się że tak. Myślę jednak że będzie to inna normalność taka bardziej prosta, bardziej pokorna, bo po doświadczeniach mam nadzieję wygranej walki z pandemią będziemy mieć większa świadomość kruchości i ulotności naszego życia.

Tags: No tags

Comments are closed.